Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą manicure. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą manicure. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 kwietnia 2013

pastelowo na przywołanie wiosny. L'oreal french riviera, no. 601

święta, święta i po świętach...
ciężko było przebrnąć poprzedni tydzień. autentycznie miałam dość wszystkiego ze"świąteczny" w tytule. świąteczne zakupy, świąteczne sprzątanie, świąteczne gotowanie. a to wszystko ciężko połączyć z opieką nad Helenką, bo właśnie zaczyna się okres dostrzegania wszystkiego w koło i interesowania się tym. interesowaniem się, ale na pięć minut...
tak więc nawet próba gotowania razem, po kilku minutach kończyła się fiaskiem, bo Helence nudziło się w kuchni. najlepiej jakby mama ją zabawiała cały dzień. śpiewała i głaskała. byle nie za długo.
dlatego wieczorami, jak już kończyłam na spokojnie przygotowywania, siadałam i delektowałam się możliwością wyciągnięcia kopyt ;p



ale jak już przyszły te święta, to bardzo fajnie razem spędziliśmy ten czas.

ale dzisiaj wpis nie o świętach ;p dzisiaj pokażę wam z bliska jeden z lakierów, który jakiś czas temu wygrałam w facebookowym konkursie L'oreala (szczegóły tu)




bardzo lubię pastelowe kolory, jednak często, przy mojej jasnej skórze, wyglądają po prostu trupio. dlatego mimo, że miętowa zieleń była must have w tamtym roku, nie zdecydowałam się na zakup lakieru w tym odcieniu.
mimo to, znalazł się w moim posiadaniu i o dziwo nie wygląda najgorzej. chociaż do ulubionych nie należy.
kilka słów o samym lakierze. jest to odcień nr. 601- french riviera.
buteleczka o pojemności 5 ml. koszt- ?? szczerze powiedziawszy, nie mam pojęcia. podejrzewam, że coś koło 5 funtów.
kolor w buteleczce wydaje się być miętową zielenią, w rzeczywistości bliższy jest delikatnemu błękitowi. widoczne są także pobłyskujące na niebiesko drobinki, które jednak nie są aż tak zauważalne na paznokciu, jak w butelce.




lakier ma precyzyjny, szeroki pędzelek, dzięki któremu bardzo łatwo się go aplikuje.
zaletą jest także fakt, że lakier szybko schnie i ładnie trzyma się na paznokciach.
przy moim pierwszym podejściu wytrzymał  pięć dni bez odprysków i startych końcówek. no ale trzeba przyznać, że to był okres ciąży, kiedy leżałam bykiem i nie było zbyt wielu okazji, by przetestować lakier w warunkach ekstremalnych. ostatnio wytrwał trzy dni, przy normalnych czynnościach domowych.
bardzo możliwe, że jeszcze trochę by wytrwał gdybym nie podważała paznokciami ogniwek biżuterii. a że nie lubię łatanych paznokci, a poodpryskiwanych jeszcze bardziej, potraktowałam go zmywaczem.
dwie warstwy wystarczają, by ładnie pokryć płytkę, choć gdzieniegdzie widać smugi i prześwitujące końcówki.




jestem pozytywnie zaskoczona tymi "szczeniaczkami" od L'oreala. szkoda, że taka mała pojemność. moja ocena to 4/5.

jeśli chodzi o zdjęcia- wybaczcie pomalowane gdzieniegdzie skórki. wprowadziłam zasadę- żadnych lakierów i zmywaczy w pobliżu dziecka, więc paznokcie maluję wieczorem i nie zawsze dostrzegam niedociągnięcia. a w dzień nawet nie mam kiedy wyczyścić skórek.

a wam jak minęły święta??

niedziela, 9 grudnia 2012

Barbara Daly- Dazzle. odsłona pierwsza

dziś na szybko kilka słów i zdjęć o kolejnej basi, którą pokazałam w mikołajkowej odsłonie. przecudnie mieniący się brokacik z zestawu świątecznego.
zestaw dwóch lakierów kosztuje 5 funtów, ten brokacik znajduje się w zestawie razzle dazzle wraz z fuksjowym różem.
bardzo łatwo się aplikuje i szybko schnie. trudno tu porównać ten lakier do innych basiek, bo jednak brokaty zachowują się trochę inaczej.
jeśli chodzi o efekt wizualny- jestem zachwycona tym, jak się mieni. mogłoby być trochę więcej grubego brokatu, bo dodaje temu lakierowi uroku, a tak przy jednej warstwie trzeba go wyławiać, żeby chociaż kropka znalazła się na paznokciu.
dziś przedstawiony jako top na moim granaciku, ale jeszcze wypróbuję go samodzielnie, bo jestem ciekawa efektu.


 



środa, 5 grudnia 2012

Barbórkowo- Barbara Daly- Dream

co prawda Barbórka już za nami, ja nieco spóźniona zaprezentuję wam moją kolejną Basię w kolekcji. nie jest sekretem, że lakiery BD bardzo lubię, szczególnie maluszki z kolekcji limitowanych, a jako że mam do nich stały dostęp, to w każdym sezonie jakieś buteleczki lądują w moim koszyczku. kiedyś będę musiała wam pokazać całą swoją lakierową kolekcję, a nie powiem, trochę tego jest i z częścią trzeba będzie się pożegnać.
 
tymczasem dzisiaj pokażę wam na pazurkach jeden z lakierów z kolekcji jesień/zima 2012. i jak wiosenno- letnią kolekcję uważałam za wyjątkowo nieudaną i z trudem wybrałam trzy kolory (zazwyczaj korzystam z promocji 3 za 2), to tą kolekcję uważam za trafioną na maksa.
w tej limitowance jak zwykle znajduje się 8 lakierków i są to trzy matowe/kremowe, ślicznie kryjące, trzy takie z shimmerem, lekko przezroczyste (uważam, że świetnie można je wykorzystać jako topy do tych kryjących, otrzymując kolejne kombinacje) i dwa brokatowe topy.
ja swoje lakierki kupiłam już dawno temu, ale do tej pory nie miałam weny, żeby je wypróbować. no a teraz oszalałam na ich punkcie.



a tu są pazury pomazane na szybko w sklepie. wszystkie kolorki z kolekcji. trochę się umazałam, ale co tam.





dzisiejszy lakierek to Dream. tak naprawdę byłam święcie przekonana, że to szaraczek, ale jak nałożyłam na paznokcie okazał się ślicznym granacikiem. w zasadzie można uznać, że jest pomiędzy szarością i granatem. kolor bardzo mi pasuje i nie mogę się na niego napatrzeć.
aplikacja łatwa, mimo krótkiego pędzelka (dla niektórych to minus, ale mnie się nim lepiej operuje niż nie jednym długim). szybko schnie, a dwie warstwy ładnie pokrywają paznokieć i pięknie lśnią. mimo topu, po dwóch dniach powycierały mi się końcówki (minimalnie), ale w dobie przygotowań przedświątecznych jaki lakier nie ma prawa się powycierać.
po 4 dniach i jeszcze jednej warstwie topu brokatowego, oraz ręcznym praniu firanek zaczął odpryskiwać. no cóż zdarza się nawet najlepszym.
po zmyciu żadnych odbarwień. cena trochę się podniosła (coraz bliżej święta...) i buteleczka kosztuje 3,50, ale i tak kupując 3 za 2 i z moją 10% zniżką to się opłaca.
jak dla mnie 5/5





poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Flormar 391

troszkę mnie tu nie było, ale to wina ograniczonego dostępu do internetu a nie złych chęci ;p
pierwszy tydzień urlopu spędziłam na Warmii i Mazurach i było świetnie :D

po powrocie udało mi się pojawić na łódzkim spotkaniu blogerek. i mimo, że byłyśmy tylko we cztery, to i tak było super.
relacje możecie podejrzeć u dziewczyn (ja zapomniałam aparatu)
u Pauliny
u Agi
u Madzi ma się ukazać wkrótce

podczas spotkania napadłyśmy na nowo otwarte stoisko flormaru, sklep golden rose i inglota :) wyszłam z łupami i dzisiaj zaprezentuję wam pierwszy z nich.
a mowa o...
...cudownym graficie z drobinkami firmy flormar  (nr. 391) :D już rozumiem zachwyty nad tymi lakierami. 




lakier jest dosyć rzadki i wyjątkowo łatwo się rozprowadza. włosie pędzelka jest długie, ale dosyć zbite, co sprawia, że nie ma problemów z aplikacją. no i dodatkowo długi uchwyt pędzelka jest poprostu rewelacyjny. dawno mi się tak przyjemnie nie malowało pazurów :D
jedynym mankamentem tegoż koloru jest krycie :/ aby uzyskać taki kolor jak w butelce, potrzeba aż czterech warstw!!! strasznie dużo :/ na szczęście lakier dosyć szybko schnie, więc malowanie paznokci nie trwa pół dnia ;p przy mniejszej ilości warstw, widać smugi i prześwity.
jeszcze nie wiem jak z trwałością. dopiero testuję. ale jak już będę wiedziała, na pewno dopiszę kilka słów i o tym :D
jeszcze jedno- mimo że nie jest to lakier z serii supershine, to ma niesamowicie błyszczące wykończenie. i to nie tylko ze względu na drobinki.






zdjęcia były robione w ostrym słońcu i wydaje mi się, jakby były widoczne prześwity. normalnie ich nie widać a sam kolor wydaje się być ciemniejszy niż na zdjęciach.

edit: tak jak mówiłam to zrobiłam- dodatkowe zdjęcia w mniej intensywnym świetle:



mimo, że jazda próbna jeszcze się nie zakończyła, ja już wiem, że flormarków w mojej kolekcji będzie więcej :D normalnie uwielbiam :D

sobota, 21 lipca 2012

dobrana para



mimo, że ostatnimi czasy moje pazurki to ogryzki (bynajmniej nie od obgryzania, bo z tym nigdy nie miałam problemu), to nie mogę się oprzeć pokusie, by nosić je pomalowane.
tym razem padło na revlon top speed w kolorze stormy. zakupiony razem z moim niebieskim ulubieńcem (szczegóły tu) za jakiegoś funta, również podbił moje serce.
szybka aplikacja dzięki wygodnemu pędzelkowi, szybko schnie, dwie warstwy ładnie pokrywają paznokieć. nie będę się rozpisywać. uwierzcie na słowo, że jest to kolejny z moich ulubieńców.







mimo, że sam w sobie jest śliczny, postanowiłam go przyozdobić ;p w tym celu wykorzystałam moje nowiutkie bundle monsterki, których jeszcze nie miałam okazji wypróbować. użyłam płytki BM 321 i złotego lakieru Barry M z serii instant nail effects.
razem tworzą naprawdę dobraną parę, czyż nie??










wtorek, 10 lipca 2012

dziewczynki lubią błyskotki

no właśnie. i pod tym względem nie jestem wyjątkiem. z resztą niech którakolwiek z was zaprzeczy... a w szczególności po obejrzeniu zdjęć cudeńka, o którym dzisiaj słów kilka.

a mowa o holograficznym mini lakierku  Golden Rose, nr. 103. srebrzysto-szare cudo o wykończeniu holograficznym. aplikacja łatwa, mimo krótkiego pędzelka (jak to zwykle w wersji mini bywa). dwie warstwy wystarczą do uzyskania ślicznego, migoczącego efektu. wysychają również dosyć szybko, co jest kolejnym plusem tego lakieru. bez top coatu po 3 dniach zaczyna delikatnie odpryskiwać, ale z topem utrzymuje się około 5 dni.
jak dla mnie lakier na 5.







cacuszko, czyż nie??

czwartek, 28 czerwca 2012

Models own-pierwszy, ale nie ostatni



dziś dla odmiany paznokciowo. kilka słów o moim pierwszym lakierze Models Own w kolorze purple blue. urzekł mnie swoim kolorem i już stał się mój. tak jak nazwa wskazuje jest to douchrom, łączący kolor fioletowy z niebieskim. aplikacja przebiegła bez żadnych problemów, dwie warstwy lakieru wystarczyły do ładnego pokrycia pazurka. lakier dosyć szybko wysycha i niestety dosyć szybko wyciera się na końcówkach.
minusem jest jego zapach- śmierdzi rozpuszczalnikiem, ale może to ta jedna sztuka trafiła mi się trefna. może też być to przyczyną tego, że po dwóch dniach noszenia, zaczął strasznie odpryskiwać :(
na zdjęciach nie udało mi się uchwycić całego jego uroku. może następnym razem, a takowy na pewno nastąpi.
mimo zapachu, myślę, że jeszcze nie jedna buteleczka MO trafi w moje posiadanie, bo wybór kolorystyczny mają naprawdę fantastyczny.
3/5