Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą our trips. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą our trips. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 lutego 2012

Londyńskie Zoo












































zaległy post, który miałam opublikować już dawno temu. nasz wypad do Zoo.
po Londynie się spodziewaliśmy nie wiadomo czego, a okazało się, że samo Zoo, założone w 1828 roku, tak naprawdę niewiele się rozrosło od tamtego czasu.
w związku z czym raczej nie można mówić o jakiś fantastycznych warunkach dla zwierząt.
gdyby nie nowoczesne rozwiązania wybiegów to spokojnie mogłabym porównać londyńskie zoo do łódzkiego, które mimo że gdzieniegdzie trąca peerelowską nutką, to powoli się unowocześnia i zaczyna dorównywać lepszym placówkom tego typu.
cena biletu dla osoby dorosłej to niebagatelne 18 funtów. trzeba przyznać że za tyle można zwiedzić fajniejsze obiekty na terenie Londynu.
nam nie było aż tak szkoda, ponieważ dzięki podróży pociągiem do stolicy Wielkiej Brytanii, skorzystaliśmy z oferty 2 za 1.
byliśmy, zobaczyliśmy i postanowiliśmy- więcej już tam nie pójdziemy :/

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

sunday cycling



wraz z moją drugą połową w niedzielę trochę sobie popedałowaliśmy. troszkę z przymusu (bo rano po pracy musielibyśmy czekać aż trzy godziny na pierwszy pociąg) troszkę z wyboru (bo mimo wszystko to lepsze niż siedzenie w robocie po robocie). trasy nie trzeba było jakoś dokładnie opracowywać, bo wiodła niemalże w linii prostej wzdłuż kanału Grand Union.







początkowo chcieliśmy całą trasę z Leighton Buzzard do Milton Keynes pokonać wzdłuż kanału, jednak w ten sposób musielibyśmy nadrobić trochę drogi. w związku z czym w Bletchley odbiliśmy ścieżkę rowerową prowadzącą wzdłuż Saxon Way, prosto do naszej chatki. trasa ta łącznie wynosi około 10 mil, tak więc jest to całkiem spora trasa do pokonania. było ciężko, nie powiem, po całej nocy pracy i bez wcześniejszego przygotowania (bo dopiero zaczynamy sezon rowerowy po zimie). moja pupa nie była na to przygotowana, ale i tak było świetnie!!!











wyjechaliśmy po 7 rano. odcinek między Leighton Buzzard a Bletchley, mający 6 mil, był bardzo przyjemny. trochę było chłodno i zmarzły mi stopy (bo wybrałam się w tenisóweczkach), ale po ósmej już zrobiło się miło i ciepło. trasa wzdłuż kanału jest naprawdę urokliwa, ptaszki śpiewały, słonko świeciło a po drodze nie było żadnych górek, wybojów i innych przeszkód, które wymagałyby jakiegoś fizycznego poświęcenia.
minęliśmy Three Locks- miejsce w którym znajdują się trzy śluzy na kanale, jedna obok drugiej. na zdjęciach widać jaka jest różnica w poziomie wody między pierwszą a trzecią. akurat trafiliśmy na moment kiedy barka przeprawiała się przez ów śluzy. trochę nas to zatrzymało, bo ciekawość była większa niż chęć dotarcia jak najszybciej do domu.












po drodze spotkaliśmy również kilka zwierzątek z którymi sobie trochę pogadałam (one jakoś nie wydały się skore do rozmowy, ale tłumaczę to nieznajomością języków ;p ). na szczęście niektóre nawet zapozowały do zdjęć ;p









od Bletchley było już i nudno i ciężko (bo wiecznie z górki i pod górkę) i żadnych widoczków.
za tydzień powtórka. mam nadzieję, że już będzie trochę łatwiej. w końcu sezon rowerowy uważam za rozpoczęty!!!